Coraz mniejsze szanse na zatrudnienie mają osoby, których kwalifikacje związane są z najpopularniejszymi w ostatnich latach w naszym kraju profesjami.
Jak informuje „Rzeczpospolita”, absolwenci takich kierunków, jak politologia, czy bardziej technicznych, takich jak: technik rolnik, technik odzieżowy czy technik żywienia, mają coraz mniejsze szanse na zatrudnienie w wyuczonych zawodach. Taka sytuacja spowodowana jest wzrastającą liczbą chętnych na dane stanowisko, natomiast ofert w wyżej wymienionych zawodach wcale nie przybywa.
Według źródeł zaczerpniętych z Wojewódzkich Urzędów Pracy, na jedno ogłoszenie o zatrudnieniu politologa przypada 582 chętnych bezrobotnych. Na resztę uwzględnionych profesji liczba chętnych oscyluje w granicach od 120 do ponad 193 chętnych na jedno miejsce.
Lepsze samopoczucie mogą mieć osoby, które chcą pracować w administracji lub biurach, gdzie ilość ofert przewyższa liczbę chętnych. Jednak eksperci informują, że kandydaci do tych zawodów są przyjmowani zazwyczaj w formie stażu czy przygotowania zawodowego, a nie w formie dłuższej współpracy.
Największe szanse na zatrudnienie są w mało prestiżowych zawodach, takich jak pracownik ochrony, handlowiec, itp.
Na utratę posady lub brak zatrudnienia najbardziej narażone są osoby nieposiadające jakichkolwiek kwalifikacji lub po szkołach zasadniczych zawodowych – wskazuje prof. Elżbieta Kryńska z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Jednakże według niej ta sytuacja może się zmienić, ponieważ kryzys na rynku pracy odbijał się poprzez zahamowanie tempa spadku bezrobocia. Obecnie ten wskaźnik rośnie, a nowe tendencje mogą przynieść zmiany w strukturze profesji osób szukających pracy – twierdzi Kryńska.







geopard.pl

