Mieszkańcy ulicy Aleje Lipowe w Pionkach nie ukrywają swojego oburzenia.
- Boimy się wyjść z klatki. Już nie raz ten człowiek szczuł swoim pitbulem inne psy i bezdomne koty. Powinni mu zabrać tego psa – mówi pani Bożena.
Powodem całego zamieszania jest duży American pit bull terier. Pan Mariusz, jego właściciel twierdzi, że pies nie jest agresywny, a tylko reaguje na szczekanie innych psów biegających bez smyczy. Całkiem odmienną relację przedstawiają mieszkańcy ulicy Aleje Lipowe.
- To już czwarty przypadek, o którym wiemy. Pitbul pogryzł mojego psa na śmierć, za drugim razem mocno poturbował innego pieska. Ten człowiek szczuje swoim psem również bezpańskie psy i koty – tak wynika z relacji Pani Bożeny.
Reklama
Ugryzł, bo się wyrwał
Ostatnio pitbull zaatakował ponad dwa tygodnie temu, w okolicach bloku przy ulicy Aleje Lipowe 11, gdzie mieszka właściciel agresywnego zwierzęcia. Tak wspomina tamten dzień pani Lida, która wyszła na spacer z dwoma psami.
„Między godziną 18-19 wyszliśmy na spacer z naszymi pieskami, pudlem i terierem. Oba były na smyczy. Gdy przechodziliśmy obok bloku na Alejach Lipowych z klatki nagle wybiegł pitbul, w szybkich susach doskoczył do naszego pudelka i złapał go za grzbiet. Za moment zjawił się właściciel pitbula i powiedział, że pies zaraz go puści. Czyli musiał wiedzieć, jakie zwyczaje ma jego zwierzę”.
- Wtedy pies akurat mi się wyrwał i ugryzł tego pudla. Nie byłem na to przygotowany. Dostałem za to mandat. Jak mój pies może być agresywny, jeżeli do mieszkania wchodzą obce osoby, a on nie reaguje – tłumaczy się pan Mariusz, właściciel pitbula.
Pani Lidia do dzisiaj wspomina tamtą sytuację z majowego wieczora. Opowiada o niej z wielkimi emocjami.
- Jak można z takim psem wychodzić bez smyczy? Nie dość, że nie udzielił żadnej pomocy i nie zainteresował się, to powiedział nawet, że nic się nie stało. Zabrał psa i wsiadł do samochodu. Nie spałam przez dwie noce. Musiałam iść do weterynarza i wykupić leki – dodaje pani Lidia, właścicielka pogryzionego pudla.
- Mój pudelek bardzo cierpiał. To taka nasza przytulanka – mówi pani Lidia, właścicielka pogryzionego psa
To nie koniec całej historii. Jak opowiada dalej, po całym zdarzeniu właściciel pitbula wsiadł do samochodu i jechał za nią polną drogą. Jechał bardzo szybko. - Omal mnie nie potrącił. Musiałam uciekać, aż się przewróciłam. On pojechał dalej – dodaje.
Wersja właściciela pitbula
Pan Mariusz tak opisuje wydarzenia z majowego wieczora. „Pies wyrwał mi się wtedy z ręki, bo nie trzymałem go odpowiednio mocno. Przeprosiłem tą panią. Ja często jeżdżę z psem do lasu, żeby unikać groźnych sytuacji, a on może sobie swobodnie pobiegać. Wcale nie jechałem szybko samochodem. Ta polna droga jest pełna wybojów i tam się nie da szybko jeździć”. Incydent z majowego wieczora został zgłoszony na policję.
- Odnotowaliśmy jeden przypadek w tym roku, gdzie ten pitbull zaatakował innego psa. To jest wykroczenie karane grzywną do 250 złotych. Jeżeli mieszkańcy się do nas zgłoszą z prośbą o pomoc, stwierdzą, że jest to dla nich uciążliwe, to możemy podjąć inne środki, łącznie ze skierowaniem sprawy do sądu. Dodam jednak, że sąd ma możliwość nałożenia grzywny tylko do 250 złotych – mówi nadkomisarz Dariusz Brych, zastępca komendanta Komisariatu Policji w Pionkach.
Jak poinformował nas nadkomisarz Brych, policjantom patrolującym okolice ulicy Aleje Lipowe polecono zwrócić baczniejszą uwagę na zachowanie osób wyprowadzających swoje psy.
- Na podstawie materiałów policyjnych dotyczących zdarzenia z końca maja, mogę powiedzieć, że właściciel pitbulla sam zgłosił się na komisariat, przyznał się do winy i wyraził skruchę – dodaje zastępca komendanta pionkowskiej policji.
Dwie strony sporu z psem pośrodku
Mieszkańcy bloków przy Alejach Lipowych w Pionkach doskonale znają Mariusza i jego pitbula. Jak twierdzą, to już nie pierwszy przypadek kiedy pogryzł innego psa. Dodają, że właściciel pitbula szczuje nim bezdomne koty. Dodatkowo według nich zastrasza świadków zdarzeń i osoby, których zwierzaki zostały zaatakowane.
- Ten człowiek zachowuje się bardzo chamsko. Powinien zostać ukarany w inny sposób, bo już nie pierwszy raz dostaje mandat, a on się z tego tylko śmieje. Nie raz nam już groził. Powinni mu zabrać tego psa, bo czuje się bezkarny. Ten pitbul nie jest niczemu winny. Nie powinien tylko znajdować się w rękach takiego człowieka – dodaje na koniec pani Bożena, której psy zostały dwukrotnie pogryzione.
Cała sprawa ma znamiona poważnego sąsiedzkiego sporu z psem w tle, który trwa już od kilku lat. Pan Mariusz mocno obstaje przy swoim. - Jeżeli chodzi o wcześniejszą sytuację z zagryzieniem psa na śmierć przez mojego pitbula, to ta pani, która złożyła skargę, również dostała wtedy mandat – kwituje całą sprawę.









geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz