W Sobotę Wielkanocną pędzimy z koszykiem do kościoła, by poświęcić jedzenie. Wiele osób jednak nie pamięta, albo nie ma pojęcia o tym, jak bardzo zmienił się skład wielkanocnej święconki. A trzeba przyznać, że było całkiem inaczej: tradycyjnie i obficie.
Nie jest tajemnicą, że przed laty o wiele lepiej pielęgnowano świąteczne tradycje. Każda rodzina, każde gospodarstwo czy dwór starał się jak najlepiej przygotować do wizyty duszpasterza, który wędrował mieście czy wsi, by poświęcić zgromadzone tam jadło. Zamożne rodziny na wielkich stolach wystawiały najznakomitsze naczynia i misy srebrne, a w nich spoczywały imponującej wielkości mięsa, pokaźne kiełbasy, jaja i pysznie wyglądające ciasta. Biedniejsze rodziny również starały się wystawić to, co miały najlepszego: uchowane na te chwile zwierzęta hodowlane lądowały na stole przygotowane przez gospodynię.
Reklama
Reklama
Na stołach nie brakowało również owoców czy wina. Całości dopełniał baranek zrobiony najczęściej z masła, niekiedy niemal naturalnej wielkości. Oczywiście wszystko pięknie udekorowane i wyeksponowane, aby każdy gość od razu poczuł, że gospodarze przygotowali to, co mieli najlepszego. Oczywiście tak przygotowanej święconki nie sposób było przewieźć do kościoła, dlatego też to księża musieli wędrować od domu do domu by dokonać święcenia pokarmów. Dziś wszystko wygląda inaczej, zamiast suto zastawionych stołów mamy skromne koszyczki, przypomina to nieco tradycje sprzed kilku dekad.
Jeszcze kilka dekad temu na wsiach dźwigało się wielkie kosze, dziś jednak wielkość koszyka zdecydowanie zmalała. Nie tylko wielkość koszyczka zmalała, ale również przywiązanie do tradycji ulega degradacji. Przywiązujemy coraz mniejszą wagę do rytuałów związanych ze wszystkim, co poświęcone. Kiedyś po powrocie z kościoła należało dom obejść ze święconką trzy razy wokół, aby w ten sposób zapewnić mu dostatek. Z chlebem i ciastami święconymi szło się do obory, aby pozostawała pełna. Skorupki pisanek wyrzucano do ogrodu, gdyż miały one chronić przed szkodnikami, a kości zwierzęce ze święconki zakopywano na krańcach wsi, aby chroniły przed klęskami.
Dziś do koszyka wkładamy jajka, najczęściej efektownie zdobione, chleb, wędlinę, chrzan, sól i oczywiście baranka, zwykle w miniaturowej formie, zrobionego z cukru lub ciasta. Miejmy nadzieję, że ta tradycja nie zaniknie i za kilka, kilkanaście lat nadal będziemy ją kultywować.
Jeszcze kilka dekad temu na wsiach dźwigało się wielkie kosze, dziś jednak wielkość koszyka zdecydowanie zmalała. Nie tylko wielkość koszyczka zmalała, ale również przywiązanie do tradycji ulega degradacji. Przywiązujemy coraz mniejszą wagę do rytuałów związanych ze wszystkim, co poświęcone. Kiedyś po powrocie z kościoła należało dom obejść ze święconką trzy razy wokół, aby w ten sposób zapewnić mu dostatek. Z chlebem i ciastami święconymi szło się do obory, aby pozostawała pełna. Skorupki pisanek wyrzucano do ogrodu, gdyż miały one chronić przed szkodnikami, a kości zwierzęce ze święconki zakopywano na krańcach wsi, aby chroniły przed klęskami.
Dziś do koszyka wkładamy jajka, najczęściej efektownie zdobione, chleb, wędlinę, chrzan, sól i oczywiście baranka, zwykle w miniaturowej formie, zrobionego z cukru lub ciasta. Miejmy nadzieję, że ta tradycja nie zaniknie i za kilka, kilkanaście lat nadal będziemy ją kultywować.
Kategoria: Aktualności
Zobacz również







geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz