Pracują kilkaset metrów nad ziemią. Potrafią zapanować nad własnym strachem. Po prostu to kochają a co najważniejsze mają pełną satysfkację z zajęć wykonywanych na codzień. Młodzi ludzie z Pionek znaleźli ciekawy pomysł na własny biznes. Prowadzą prace na wysokościach, czyli myją, ocieplają, naprawiają fragmenty wieżowców a poza tym specjalizują się w wykonywaniu szeroko rozumianej fotografii lotniczej. Sam pomysł na pracę zrodził się całkiem przypadkowo. - Kilkanaście lat temu szukając pracy, zupełnie przypadkowo natknąłem się na ogłoszenie "zatrudnię alpinistów przemysłowych - do przyuczenia". Odpowiedziałem na nie i zostałem przyjęty, chociaż z alpinizmem nie miałem wcześniej do czynienia. Atutem było to, że posiadałem już wtedy licencję pilota paralotni. Byłem obyty z wysokością, co było głównym czynnikiem decydującym o moim zatrudnieniu. Na ogłoszenie odpowiedziałem z dwóch powodów; praca wydawała mi się bardzo ciekawa i dobrze płatna. W obydwu przypadkach nie pomyliłem się - opowiada Konrad.
Pracą na wysokościach zajmują się już od kilkunastu lat, ale własny biznes prowadzą dokładnie od 2007 roku. Każdego dnia wykonują prace z drabin, rusztowań oraz z wykorzystaniem dostępu linowego w miejscach trudnodostępnych. Wszędzie tam, gdzie ze względu na specyfikę obiektu zastosowanie podnośników czy rusztowań jest po prostu niemożliwe lub nieopłacalne. Czy taki charakter pracy daje satysfkację? - Zdecydowanie tak. Każde zlecenie jest inne i jest pewnego rodzaju wyzwaniem. Nie bez znaczenia jest również czynnik finansowy, ale jest też druga strona medalu. Ten zawód to ciężka praca, wyczerpująca fizycznie i psychicznie, często wykonywana w niesprzyjających warunkach pogodowych - przyznaje Konrad, jeden z właścicieli firmy ART-LUKA.
Reklama
Chociaż praca jest dobrze płatna, to jednak wiąże się z ogromnym ryzykiem i odpowiedzialnością. Nie każdy przecież nadaje się do działań na wyskościach. Potrzebna jest maksymalna koncentracja, sprawność fizyczna i umiejętność zapanowania nad własnym strachem. - W tym zawodzie sami decydujemy o tym, na ile jest bezpieczna praca, którą wykonujemy. Do pracy szukamy ludzi młodych i sprawnych fizycznie. Warunkiem przyjęcia jest pozytywne przejście badań wysokościowych. W pracy trzeba się wykazać umiejętnością obsługi podstawowych elektronarzędzi oraz myśleniem. Przez pierwszy miesiąc pracownik pomaga przy pracach innym technikom dostępu linowego, nie wchodząc w liny (jest "dołowym"). Jeżeli uznamy, że nadaje się do pracy w linach, a on uzna, że chce to robić, kierujemy go na pięciodniowy kurs Techników Dostępu Linowego. Tam uczy się obsługi sprzętu ochrony osobistej i zaczyna pracować w zawodzie - zdradza kulisy Konrad.
Reklama
Chociaż praca jest dobrze płatna, to jednak wiąże się z ogromnym ryzykiem i odpowiedzialnością. Nie każdy przecież nadaje się do działań na wyskościach. Potrzebna jest maksymalna koncentracja, sprawność fizyczna i umiejętność zapanowania nad własnym strachem. - W tym zawodzie sami decydujemy o tym, na ile jest bezpieczna praca, którą wykonujemy. Do pracy szukamy ludzi młodych i sprawnych fizycznie. Warunkiem przyjęcia jest pozytywne przejście badań wysokościowych. W pracy trzeba się wykazać umiejętnością obsługi podstawowych elektronarzędzi oraz myśleniem. Przez pierwszy miesiąc pracownik pomaga przy pracach innym technikom dostępu linowego, nie wchodząc w liny (jest "dołowym"). Jeżeli uznamy, że nadaje się do pracy w linach, a on uzna, że chce to robić, kierujemy go na pięciodniowy kurs Techników Dostępu Linowego. Tam uczy się obsługi sprzętu ochrony osobistej i zaczyna pracować w zawodzie - zdradza kulisy Konrad.
Statystyki pokazują, że ryzyko wypadku w tym zawodzie nie odbiega od innych zawodów budowlanych. Sprzęt stosowany do prac zapewnia 100% bezpieczeństwo. Oczywiście pod warunkiem, że przestrzegane są obowiązujące zasady. 99% wypadków to czynnik ludzki. Rutyna, źle skompletowany sprzęt asekuracyjny, lekceważenie zagrożenia, zła ocena ryzyka, brawura i ludzka głupota. - Działając zgodnie z zasadami można spokojnie w tym fachu doczekać emerytury. Wypadki zdarzają się rzadko, ale najczęściej są niestety tragiczne w skutkach. Zazwyczaj unikamy ekstremalnych sytuacji w pracy. Staramy się nie przesuwać granicy bezpieczeństwa po za tą dopuszczalną – przyznaje Konrad.
Bywa, że trafiają się zlecenia bardzo trudne technicznie do wykonania. Takie roboty wymagają wielu dni przygotowań jeszcze przed ich rozpoczęciem. W przypadku takich zleceń Rafał i Karol sami wymyślają rozwiązania i sami je wykonują. Przy użyciu standardowego sprzętu alpinistycznego byłoby to niewykonalne. Jedną z zalet tego zawodu jest szeroki zakres wykonywanych prac, co nie pozwala nikomu się nudzić.
Zdarzały się jednak momenty niezwykle niebezpieczne a wtedy poza własnymi umiejętnościami i przezornością, wiele pomaga zwykłe szczęście. - Kiedyś złapała nas burza na stalowym, 120-metrowym maszcie usytuowanym w szczerym polu. Wiedzieliśmy, że nadchodzi, bo z daleka informowała nas o swoim nadejściu. Byliśmy przekonani, iż przemieszcza się powoli i spokojnie zdążymy zejść z masztu, zanim się do nas zbliży. Zaabsorbowani robotą spostrzegliśmy, że burza dotarła do nas i było już za późno na ucieczkę. Siedzieliśmy sobie na samym czubku stalowego, najwyższego punktu w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, w strugach deszczu, a nad naszymi głowami pioruny waliły jak szalone. Pamiętam również sytuację, gdy podczas prac konserwatorskich na innym maszcie, urwał się jeden z trzech podtrzymujących odciągów. Akurat wtedy byłem na samym jego wierzchołku. To, że nie runął na ziemię ciągnąć mnie ze sobą, to był największy fart jaki w życiu miałem – wspomina najbardziej dramatyczne momenty swojej pracy Konrad.
Wykonywanie zleceń, robót remontowych kilkaset metrów nad ziemią to nie jedyne zajęcie Konrada i Rafała. Zajmują się również fotografią lotniczą, bo ich hobby to latanie na paralotni. W wolnych chwilą mają jeszcze czas na równie ekstremalne zajęcie, czyli motocross. - Jedyne podobieństwo do naszej pracy to predyspozycje do wykonywania tych sportów. Panowanie nad strachem, trzeźwe myślenie i koncentracja. Dostarczają też większej satysfakcji niż praca i w przeciwieństwie do niej, jak wszystkie pasje pustoszą portfel - dodaje na zakończenie z uśmiechem Konrad.
To zdecydowanie najlepsze połączenie. Pełna satysfakcja, niezły zarobek, ścisłe związanie pracy z hobby. Ci młodzi ludzie mają swoje pasje. Zaryzykowali i chcieli o te pasje walczyć a prowadzona przez nich firma jest chyba najlepszą nagrodą.
Kategoria: Aktualności
Zobacz również







geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz