(część 2) Niezapomniane przeżycia w Tatrach Zachodnich. Jak było w Pakistanie i o yaku, który okazał się krową. Przed wami druga część historii Tamary Styś, alpinistki z Pionek. Więcej na jej temat znajdziecie TUTAJ.Na granicy ryzyka. Chwile grozy w Tatrach
Każda wyprawa w góry jest wielkim sukcesem. Każda wymaga sporych przygotowań, organizacji, odważenia się na podjęcie walki i ewentualnego zmierzenia się z porażką nie zdobycia szczytu. - Na pewno ostatnia wyprawa do Pakistanu, na K2 była dla mnie dużym przeżyciem. Udało nam się założyć obóz IV już na ramieniu, na wysokości około 7900 metrów n.p.m. Wspinałam się w gronie bardzo doświadczonych himalaistów z całego świata, od których miałam szansę wiele się nauczyć – mówi Tamara Styś.
Każda wyprawa jest niezapomniana, dzięki ludziom, z którymi ma się to szczęście wyjeżdżać, dzięki emocjom, które się przeżywa. - Mówi się, że nie ma gór łatwych i pod tym stwierdzeniem podpisuję się obiema rękami. Dwa lata temu wybrałam się z jednymi z największych sław polskiego himalaizmu w Tatry Zachodnie zimą. W ramach treningu chcieliśmy przejść grań Tatr Zachodnich non stop, bez noclegu. Zakładaliśmy, że powinno nam to zająć dwadzieścia kilka godzin. Wyruszyliśmy o 11:30 ze schroniska w Dolinie Chochołowskiej i przez Grzesia, Wołowiec, Starorobociański i Tomanowy Wierch o 8:30 rano następnego dnia doszliśmy do Przełęczy Tomanowej – relacjonuje wyprawę alpinistka z Pionek.
W trakcie podchodzenia na jeden ze szczytów doszło do nieszczęśliwego wypadku. Chwila nieuwagi, pech, doprowadziły do lawiny i przysypania śniegiem jednego z członków wyprawy. Ze względu na ryzyko wywołania kolejnych lawin nie można było zejść do przysypanego śniegiem partnera. Z powodu braku zasięgu alpinistom nie udawało się też połączyć telefonicznie z Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Sytuacja wyglądała dramatycznie. Przyjaciel Tamary zaczął zbiegać po pomoc. W końcu jakimś cudem udało się złapać zasięg telefonii słowackiej i powiadomić TOPR o wypadku. - Na szczęście pogoda była idealna i śmigłowiec usłyszeliśmy już po kilkunastu minutach, a po około pół godzinie dostaliśmy SMS-a od Artura, o treści „ŻYJĘ!”. Niewyobrażalny kamień spadł mi z serca, ulga była tak duża, że nie byłam w stanie powstrzymać łez. Artur został zauważony i odkopany przez ratowników bardzo szybko, dzięki końcówce czekana, którą udało mu się wystawić spod śniegu. Mimo bardzo dobrego przygotowania do przejścia tej trasy i świadomości zagrożeń nie uniknęliśmy wypadku. To wydarzenie pokazało mi, że trzeba być bardzo uważnym w każdych górach. W Tatrach byłam niezliczoną ilość razy i mimo tego, że chodziłam już po Alpach, Kaukazie, Pamirze, Karakorum i Himalajach to właśnie w Tatrach przeżyłam największe chwile grozy – opowiada naszej redakcji Tamara Styś.
Pakistan. Wielu kojarzy się pewnie z Talibami i terroryzmem. Tamara przyznaje, że podczas wielu wypraw do tego kraju zawsze czuła się bezpiecznie. - Pakistańczycy to ludzie o całkiem innej mentalności. Trzeba po prostu tam być, przebywać z nimi, by poznać ich kulturę, sposób bycia. Są bardzo otwarci, uwielbiają się bawić. W naszym obozie zawsze urządzali imprezy, grali na czym popadnie a najczęściej na olbrzymich beczkach po paliwie. Z moją ostatnią wyprawą na K2 wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia. Podczas wspinaczki mieliśmy spore problemy z zaopatrzeniem w prowiant. Nasz pakistański dostawca usprawiedliwiał się kłopotami logistycznimi. W końcu obiecali nam dostarczyć yaka, który potem okazał się krową. Zresztą nasz kucharz i tak miał spore problemy z jej przyrządzeniem. Dla ciekawskich mogę powiedzieć, że mięso yaka smakuje podobnie jak wołowina – przyznaje Tamara.
Hobby? Góry, życie w ruchu, agencja turystyczna.
Każda wyprawa w góry poprzedzona jest długimi przygotowaniami. Najważniejsze jest przede wszystkim skompletowanie finansów, ale poza tym trzeba być w pełni sił, przygotowanym fizycznie i psychicznie. To ciężka praca nad kondycją, poprawianie swoich umiejętności i kwestie organizacyjne. Przed czerwcową wyprawą na K2, Tamara przez cały ubiegły rok ciężko pracowała nad tym, żeby zwycięsko wyjść z walki z drugim szczytem Ziemi. Brała udział w szkoleniu we wspinaczce wysokogórskiej kobiet nepalskich w rejonie Annapurny, przebiegła Maraton Warszawski. - Lubię życie w ruchu. Jeśli nie jestem w górach, to najczęściej można mnie spotkać na ściance wspinaczkowej, na basenie lub w lesie, gdzie biegam. W wolnych chwilach czytam albo chodzę do kina. Ostatnio jestem mocno zaangażowana w prowadzenie agencji turystycznej (www.goeverest.pl), dzięki której również innym mogę pokazać piękno Himalajów – kończy swoją historię Tamara Styś.
Tym artykułem chcemy zapoczątkować comiesięczny cykl tekstów przybliżających ciekawe osoby, miejsca, wydarzenia związane z Pionkami. Dzięki, którym nazwa Pionki jest znana i rozsławiana nawet poza granicami Polski.







geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz