Dramatyczna
historia z lat 20-tych, odważne teksty, świetna choreografia,
młodzieńcza pasja, wigor i luz a wszystko przyprawione szczyptą
humoru. Po prostu dwie godziny muzyki, humoru, tańca i jazzu w jak najlepszym
wydaniu. Musical „Chicago” w wykonaniu Młodzieżowego Teatru
Muzycznego bije wszelkie rekordy popularności. Wejściówek już
dawno nie ma, na przedstawienia trzeba dostawiać kolejne krzesła.
Tylko u nas zdjęcia!
To już drugie widowisko prezentowane w naszym mieście przez Młodzieżowy Teatr Muzyczny. Zadebiutowali na deskach MOK-u rok temu musicalem „Jesus Christ Superstar”. Już wtedy pokazali, że nie trzeba ściągać do Pionek gwiazd z pierwszych stron gazet. Wystarczą młodzieńcza pasja, zaangażowanie, ciekawy pomysł, owocna współpraca wielu osób i wielomiesięczne przygotowania. Dla nas tylko, ale dla twórców aż i za to ogromne wyrazy szacunku.
Aktorzy „Chicago” to młodzi ludzie z Kozienic, Pionek czy Garbatki. Pracowali na swój sukces przez długie 9 miesięcy ciężkich prób i przygotowań. Choreografia jest dziełem Lidii Żuchowskiej. Zadanie miała trudne, bo przecież taniec jazzowy to najtrudniejsza forma tańca. Za charakteryzację odpowiada Aleksandra Kwaśnik, reżyseria dźwięku i światła Marcin Żak, scenografia i rekwizyty Tomasz Wróblewski.
Na uwagę zasługują brawurowe role Olgi Kobus (Mama Morton), Antoniusza Dietziusa (Billy Fllynn), Patrycji Jaciubek (Velma Kelly), czy wreszcie dwójki głównych bohaterów Roxie Hart i zabawnego Amosa Harta. Te role miały podwójną obsadę. Na zmianę w kolejnych przedstawieniach w Roxie wcielały się Maja Jaworowska i Marta Jasiorowska a w Amosa Wojciech Kalinka i Jakub Niedzielski. W świetnym stylu pokazali swój talent a najlepszą nagrodą i wyrazami uznania są dla nich opinie publiki. - Świetne. Rewelacja. Jesteśmy naprawdę zaskoczeni. Nie spodziewaliśmy się czegoś takiego. Pełen profesjonalizm. Warto było – to opinie widzów, które usłyszeliśmy po wyjściu na przerwę.
Samej fabuły przedstawienia zdradzić nie możemy. „Chicago” jest pierwowzorem nagrodzonego Oscarami filmu Roba Marshalla. To dramatyczna historia z lat 20-tych, utrzymana w cudownym klimacie jazzu i przyprawiona dużą szczyptą odważnego humoru.
Premierowe przedstawienie odbyło się w piątek na scenie Miejskiego Ośrodka Kultury. Wejściówek zabrakło już na 2 tygodnie przed premierą. Do Pionek przyjeżdżali ludzie z odległych zakątków Polski. W sumie Chicago przez 7 dni obejrzy około 1500 osób.
Po raz ostatni „Chicago” wystawione zostanie w najbliższy piątek 2 lipca. To będzie pokaz specjalny. Na scenie dominować będą żarty i swobodne interpretacje. - W tradycji nazywa się to „zielony spektakl” i oznacza robienie sobie żartów na scenie kosztem widzów. Będziemy wplatać jeszcze więcej wygłupów w to, co robimy. Oczywiście w dobrym smaku. Wniesiemy nowe elementy. Pojawią się nowe postaci, nowi aktorzy. Jak to się mówi młodzieżowo, jeździmy po bandzie – powiedział nam reżyser „Chicago”, Antoniusz Dietzius. Pisząc krótko, nie zawsze będzie zgodnie ze scenariuszem.
Mamy jednak dobrą wiadomość dla tych, którym nie udało się lub nie zdążyli zdobyć wejściówek. A o to było naprawdę ciężko. W drugiej połowie sierpnia musical „Chicago” wystawiony zostanie w plenerze na scenie Ogródka Jordanowskiego. Tego po prostu nie będziecie mogli przegapić.







geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz