Stawiane
w pakiecie przy osiedlach mieszkaniowych. Standardowe wyposażenie to
piaskownica, drabinki, zjeżdżalnia, dwa rodzaje huśtawek i
oczywiście „niezniszczalne” stoły do ping-ponga. Kiedyś
spełniały rolę placów zabaw. Teraz przypominają jedynie o
minionych czasach i zamiast zachęcać do zabawy raczej straszą
swoim smutnym wyglądem. Place zabaw na większości pionkowskich
osiedli znajdują się w opłakanym stanie.
Zarośnięte trawą, zardzewiałe, powykrzywiane, smutnie stojące słupy podtrzymujące huśtawki. Place zabaw nie zachęcają najmłodszych do szaleństw a wręcz odpychają. Inwencja dzieciaków nie zna jednak granic i nawet w tak ograniczonych warunkach potrafią nieraz świetnie się bawić. Mieszkańcy ulic Kozienicka, Leśna, Mickiewicza, Asnyka czy Sienkiewicza nie mają większych problemów z placami zabaw. Wszak pod ręką jest świetnie wyposażony i pomysłowo urządzony Ogródek Jordanowski. Co mają natomiast powiedzieć ludzie z osiedli Stara Kolonia, Nowa Kolonia czy Kolonia Centralna?! Żeby zająć czymś swoje pociechy podczas wakacji muszą albo „wynająć” dziadków do opieki albo samemu podróżować na Ogródek.
Problemem pieniądze...
Gdy na remont klatki czeka się kilka lat, gdy chodniki są w opłakanym stanie a mieszkańcy są winni spółdzielni z czynszów ponad 2 miliony, nikt nie myśli o inwestowaniu w place zabaw. Taka sytuacja utrzymuje się w zasobach należących do Pionkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Te urządzenia, które postawiono w latach ’70-’80 stoją do dziś a część z nich nawet została zdemontowana.
Nie wszędzie jednak jest tak tragicznie. Z problemem braku placów zabaw dla dzieci nieźle poradzili sobie mieszkańcy z ulicy Bohaterów Studzianek. - Postawiliśmy jedną piaskownicę dla kilku bloków. Została ona w części wyłożona kostką brukową i ogrodzona. Koszt wykonania był spory, bo ponad 20 tysięcy złotych. Zadanie zostało wykonane dzięki współfinansowaniu naszej spółdzielni i wspólnoty mieszkaniowej – powiedział nam prezes spółdzielni „Wspólny Dom”, Grzegorz Wąsik.
...oraz przepisy
Jak się okazuje doposażenie placu zabaw nie jest takie proste. Jeżeli nawet spółdzielnia zdobędzie się na ten wysiłek i znajdzie pieniądze, to nie wystarczy kupić zwykłej huśtawki i ją postawić. - Wyposażenie placów zabaw podlega rozmaitym rygorom. Muszą one być nadzorowane a każde urządzenie powinno mieć certyfikat. Nie wspomnę już o częstych przeglądach. Jesteśmy małą spółdzielnią. Mamy jakieś plany w tym zakresie, ale trzeba pamiętać, że ważniejsze są remonty klatek, dachów czy konserwacja domofonów – dodał Wąsik.
Patrząc na problem z szerszej perspektywy, łatwo można wysnuć smutny wniosek. Place zabaw stanowią odzwierciedlenie sytuacji w naszym mieście. Łatwiej o pracę, ludzie więcej zarabiają, płacą za czynsz, spółdzielnia ma więcej środków, ma więcej możliwości. Łańcuszek zależności bardzo prosty. - Moim zdaniem w takich inwestycjach powinno uczestniczyć również miasto. Składałem rozmaite propozycje o dofinansowanie i nie otrzymałem odpowiedzi. Jeśli coś chce się zrobić wspólnie, to można. Potrzebne są tylko chęci i zmiana w sposobie myślenia. Władze tłumaczą, że nie mogą inwestować na nie swoim terenie. Przecież robią to dla swoich mieszkańców. Tak jest gdzie indziej. Dlaczego nie może być tak w Pionkach? - zakończył rozmowę prezes spółdzielni „Wspólny Dom”, Grzegorz Wąsik.









geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz