W minioną sobotę podczas festynu zorganizowanego przez Miejski Ośrodek Kultury można było usłyszeć wulgaryzmy płynące ze sceny. Wokalista zespołu „PRP” (taką nazwę przedstawił lider zespołu) prezentował repertuar znanej na całym świecie grupy „Metallica”, zawierający treści wulgarne.
Nic się nie stało?
W czasie występu nikt z osób odpowiedzialnych za imprezę nie zareagował na płynące przez głośniki słowa „Pocałuj mnie w d..... i idź do diabła....” (tłumaczenie z angielskiego). Pozwolono dokończyć występ udając przy tym, że nic się nie stało. W rozmowie z naszą redakcją wokalista powiedział, że to jego normalny repertuar i nie ma sobie nic do zarzucenia.
Reklama
W czasie występu nikt z osób odpowiedzialnych za imprezę nie zareagował na płynące przez głośniki słowa „Pocałuj mnie w d..... i idź do diabła....” (tłumaczenie z angielskiego). Pozwolono dokończyć występ udając przy tym, że nic się nie stało. W rozmowie z naszą redakcją wokalista powiedział, że to jego normalny repertuar i nie ma sobie nic do zarzucenia.
Reklama
Rodzice byli oburzeni!
Zebrani rodzice przebywający w tym dniu na terenie ogródka jordanowskiego nie kryli swojego oburzenia.
- Jak tak można. Robi się festyn dla dzieci a inne dziecko (tak określono wokalistę zespołu) śpiewa by całować go w d….... - powiedziała oburzona mama, obecna na ogródku wraz z dzieckiem.
- To co wyprawia MOK to już przesada. Nie dość, że ta impreza jest na marnym poziomie to jeszcze takie zachowanie na scenie - dodała Pani Kamila.
W rozmowie z pracownikiem MOK pracującym przy obsłudze tego festynu usłyszeliśmy, że niepotrzebnie się czepiamy. Był to incydent, którego nikt nie przewidział. Nikt z organizatorów nie sprawdził jednak, jaki repertuar zaprezentuje wykonawca.
Burmistrz Janeczek zapowiedział, że sprawdzi podaną przez naszą redakcję informację jednocześnie podkreślając, że to musiał być niefortunny „wypadek przy pracy” .
- Nie byłem w tym czasie na terenie ogródka, ale sprawdzę tą informację. Porozmawiam z dyrektor MOK i wtedy będę mógł powiedzieć coś więcej - mówił burmistrz Marek Janeczek.
Przypomnijmy, że w wywiadzie udzielonym dla Pionki24 burmistrz twierdził, że działalność MOK-u to proces wychowawczy. Systematyczny, cierpliwy aż ludzie się czymś zainteresują. Pytanie jest tylko jedno. Czy w zamkniętych dla ogółu murach Miejskiego Ośrodka Kultury taki proces ma pozytywny wpływ na rozwój młodzieży?!
Zebrani rodzice przebywający w tym dniu na terenie ogródka jordanowskiego nie kryli swojego oburzenia.
- Jak tak można. Robi się festyn dla dzieci a inne dziecko (tak określono wokalistę zespołu) śpiewa by całować go w d….... - powiedziała oburzona mama, obecna na ogródku wraz z dzieckiem.
- To co wyprawia MOK to już przesada. Nie dość, że ta impreza jest na marnym poziomie to jeszcze takie zachowanie na scenie - dodała Pani Kamila.
W rozmowie z pracownikiem MOK pracującym przy obsłudze tego festynu usłyszeliśmy, że niepotrzebnie się czepiamy. Był to incydent, którego nikt nie przewidział. Nikt z organizatorów nie sprawdził jednak, jaki repertuar zaprezentuje wykonawca.
Burmistrz Janeczek zapowiedział, że sprawdzi podaną przez naszą redakcję informację jednocześnie podkreślając, że to musiał być niefortunny „wypadek przy pracy” .
- Nie byłem w tym czasie na terenie ogródka, ale sprawdzę tą informację. Porozmawiam z dyrektor MOK i wtedy będę mógł powiedzieć coś więcej - mówił burmistrz Marek Janeczek.
Przypomnijmy, że w wywiadzie udzielonym dla Pionki24 burmistrz twierdził, że działalność MOK-u to proces wychowawczy. Systematyczny, cierpliwy aż ludzie się czymś zainteresują. Pytanie jest tylko jedno. Czy w zamkniętych dla ogółu murach Miejskiego Ośrodka Kultury taki proces ma pozytywny wpływ na rozwój młodzieży?!
Kategoria: Aktualności
Zobacz również








geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz