Przekształcenia w OWKC, działalność Miejskiego Ośrodka Kultury, remonty ulic w Pionkach. To główne tematy pierwszej części wywiadu z burmistrzem Markiem Janeczkiem, udzielonego specjalnie dla serwisu Pionki24.
- Wracając na fotel burmistrza zapowiadał Pan zmiany w OWKC, przekształcenie tej jednostki w spółkę. Na jakim etapie się to obecnie znajduje i kiedy nastąpią fizyczne zmiany?
- Mamy za sobą inwentaryzację majątku OWKC, oczywiście z elementami finansowymi. Kolejnym etapem będzie zlecenie dla biegłego, niezależnego rzeczoznawcy, który musi wycenić ten majątek. Został również powołany likwidator w osobie Pana Roberta Pyryta. Mamy już w tej sprawie uchwałę Rady Miasta i po wycenie przez biegłego będą podejmowane dalsze kroki, zgodnie z zasadami kodeksu spółek handlowych. Cała ta procedura powinna zająć nie więcej niż 6 miesięcy. Dochodzą przecież jeszcze elementy prawne jak zarejestrowanie w KRS, napisanie umowy, zatwierdzenie przez Radę Miasta, co ma znajdować się w zakresie działania tej nowej spółki. Ta spółka nie musi się przecież zajmować tylko dostarczaniem ciepła, wody czy odbiorem ścieków.
- Co z Miejskim Ośrodkiem Kultury? Wspominał Pan o zmianach w tej jednostce tak, aby na siebie zarabiała i odciążyła budżet miasta. Chyba nic się w tym zakresie nie zmieniło?
- Moim marzeniem było, żeby odciążyć budżet miasta. Miałem spotkanie z przedstawicielami Urzędu Marszałkowskiego w zakresie kultury. Ośrodki kultury w Polsce działają na różnych zasadach. Może to być na zasadzie dyrektor-pracownicy i oni zajmują się organizacją imprez miejskich. MOK w Pionkach obsługuje imprezy miejskie i jednocześnie systematycznie prowadzi działalność kulturalną. Ja chciałem wprowadzić ten trzeci model, funkcjonowanie MOK-u na zasadzie zleceń i w tym momencie działalność ośrodka kultury sama w sobie nie istnieje. Podczas panelu dyskusyjnego przekonano mnie, że jest to rozwiązanie bardzo liberalne, które nie znajduje obecnie zastosowania. W przypadku placówek kulturalnych ważne jest również, jakie osoby nimi kierują, jakie mają pasje.
- Panie burmistrzu, jak z perspektywy mieszkańca Pionek ocenia Pan życie kulturalne w naszym mieście i samą działalność Miejskiego Ośrodka Kultury?
- Określiłbym to jako proces wychowawczy. Był różny czas w działalności MOK-u w Pionkach. Zmieniali się dyrektorzy, każdy był inny, ale przecież każdy z nich coś od siebie wnosił. Trzon pracowników i instruktorów jest praktycznie ten sam. Jeżeli chodzi o zakres działań MOK-u, to moim zdaniem jest on zwiększony. Podstawową sprawą jest zachęcenie ludzi. Część ludzi trzeba wychowywać, czymś ich zainspirować, coś ciekawego pokazać. To nie jest prosty model, że ogłaszamy i nagle mamy mnóstwo chętnych. Proszę mi wierzyć, że moim marzeniem było odtworzenie w MOK-u kina. Okazało się, że finansowanie tego pomysłu przez mieszkańców jest małe lub wręcz darmowe. Filmy były naprawdę ciekawe a przychodzi mało osób. W tej chwili mamy również do czynienia ze zmianą percepcji ludzi, tego, co chcą znaleźć w świecie. Ogólnie dostępny jest Internet, kino domowe. Ludzie oczekują czegoś więcej, bo jadą do Radomia i tam mają kino trójwymiarowe. Nie możemy też zapominać, że działalność ośrodka kultury nie ma się opierać na masowości. Nie mają tam chodzić tłumy. Zmieniając dyrektora czy zmieniając formułę funkcjonowania MOK-u nie osiągniemy nagle dużego zainteresowania i poprawy życia kulturalnego w Pionkach. Dla mnie jest to proces wychowawczy. Systematyczny, cierpliwy aż ludzie się czymś zainteresują.
- Mieszkańcy od lat walczą o drobne remonty czy nawet polepszenie stanu małych uliczek leżących na uboczu miasta, typu Zacisze, Marii Dąbrowskiej, Daleka. Czy nie jest czasem tak, że na takie inwestycje najtrudniej wydaje się pieniądze i ich zawsze brakuje, bo są to rzeczy mało widoczne?
- Zawsze można powiedzieć, że ulica Polna też należy do bocznych a dzisiaj ma przecież asfalt i chodnik. Teraz próbujemy coś robić na Królowej Jadwigi, bo tam nie dało się przejechać. Poprawiliśmy na ile można było ulicę Jesionową, trwają prace na Granicznej. Jesteśmy w innej sytuacji niż Gmina Pionki. Gdybyśmy nie mieli ciepłowni, oczyszczalni ścieków czy przedszkoli, wtedy więcej pieniędzy moglibyśmy przeznaczyć na remonty ulic.
część druga wkrótce








geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz