Sobota, 10 kwietnia
2010. Każdy z nas wstał później. Wszyscy dowiedzieliśmy się w inny sposób – od
rodziców, kolegi, koleżanki, z telewizji, radia. Jedno było wspólne – nikt z
nas nie wierzył.
10 kwietnia o 8.56 świat na chwilę stanął, nasze życie zmieniło kierunek. Nikt nie wiedział, co ma począć… Łzy, cierpienie, cisza, zaduma.
Katastrofa pod Smoleńskiem szybko stała się głównym tematem rozmów. Zaczęto organizować pochody, apele, alarmy, msze święte. Liczyła się tylko jedność. Ludzie przestali tworzyć podgrupy, wszyscy rozmyślali o jednym. W poniedziałek życie miało wrócić do normy, ale trudno odsunąć się od tak poważnej wiadomości.
W szkole zaduma. Już na pierwszych lekcjach zaczęliśmy rozmawiać o sobotnim wydarzeniu, wymienialiśmy poglądy, wspominaliśmy uroczystą niedzielną mszę świętą, w której nasza społeczność uczestniczyła. Gazetki upamiętniające wydarzenia sprzed 70 lat nabrały nowego znaczenia.
Nagle padł pomysł – jedźmy pod Pałac Prezydencki, zapalmy świeczki, oddajmy hołd wspaniałym ludziom... Mieliśmy świadomość, że nasz pomysł będzie trudny do zrealizowania: zbyt mało czasu, nie znajdziemy autokaru, takich jak my są miliony…
Na czwartej godzinie lekcyjnej odbył się apel. Cała społeczność szkolna PG2 oddała hołd zmarłym. Wprowadzenie sztandaru, hymn narodowy i ta przerażająca cisza... My, młodzi ludzie pełni życia, skorzy do żartów – tym razem trwaliśmy w cichej zadumie. Dyrektor Wiktor Siek, w swoim przemówieniu powrócił do wydarzeń sprzed 70 lat, łamiącym się głosem opowiadał o sobotnich wydarzeniach. Rozumieliśmy... Przy kąciku patrona zostały ustawione tablice pamiątkowe, znicze, kwiaty. Każdy z nas może tam podejść, zapalić świeczkę, uszanować śmierć tylu ważnych osób. Po apelu byliśmy jeszcze bardziej pewni, że chcemy jechać na Krakowskie Przedmieście.
Pani Cybulska – nasza wychowawczyni – bardzo przychylnie podeszła do naszego pomysłu. Zrealizowała wyjazd, na który zapisali się nie tylko uczniowie naszej klasy. W szkole już wszyscy wiedzieli o naszym wyjeździe – przekazywano nam kwiaty, znicze, kartki, abyśmy zostawili je pod pałacem w Warszawie. Wyjechaliśmy w środę rano. Gdy dochodziliśmy na Plac Zamkowy widzieliśmy tłumy ludzi, setki biało-czerwonych flag, mnóstwo sztandarów z kirem. Z trudnością przeszliśmy pod Pałac Prezydencki. Tam przekazaliśmy harcerzom kwiaty, znicze, listy „..Pamiętam...”, „..w poczuciu wielkiej straty i z ogromnym smutkiem, żegnam ...” Ci, którzy nie byli w tym miejscu, nie są w stanie wyobrazić sobie tej atmosfery bólu i smutku.
Sobotnie wydarzenia to bolesna lekcja historii. Poniedziałkowy apel, środowy wyjazd do Warszawy - to smutne, ale jakże wymowne i przemawiające do nas młodych lekcje patriotyzmu. Oby ta jedność i poczucie dumy narodowej została w nas na zawsze. Czy rzeczywiście trzeba aż tak wielkiej tragedii, by czuć się dumnym Polakiem, pamiętać..?







geopard.pl

