Restrykcyjne i
szczegółowe kontrole w szkołach nauki jazdy oraz stacjach diagnostycznych
dopuszczających „elki” do ruchu, lekarstwem na poprawę bezpieczeństwa kursantów
i instruktorów? Mrzonki czy konieczność zmian?
Ostatni wypadek w miejscowości Skoki (woj. wielkopolskie), w którym zginął instruktor a kursantka została ciężko ranna, rozpętał ogólnopolską dyskusję nad poziomem kształcenia w Ośrodkach Szkolenia Kierowców. Postanowiliśmy zapytać, co sądzą o tym sami zainteresowani. W tym celu odwiedziliśmy trzy pionkowskie szkoły nauki jazdy.
Kontrole lekarstwem?
-
Moim zdaniem coroczne kontrole są niepotrzebne, to jest wyrzucanie pieniędzy w
błoto. Powinny się one odbywać raz na 3 lata. Nasz ośrodek działa już kilka
lat, wszystkie kontrole
przeszedł pomyślnie. Całe zamieszanie, które powstało
ostatnio wokół ośrodków szkolenia kierowców jest sztucznie nakręcane przez
prasę –
powiedział nam Andrzej Maciejewski z ośrodka „Dan – Mac”
Z tą opinią nie zgadza się prowadzący OŚK „L – Max” Adam Drelewski. - W chwili obecnej przynajmniej raz w roku mamy kontrolę. Dodam, że są to bardzo dokładne i szczegółowe kontrole. Może podam przykłady: czy osoba zapisująca się na kurs ma wymagany wiek (na kurs można przyjąć osobę, która ma skończone 17 lat i 9 miesięcy), sprawdzane są pozwolenia rodziców, na placu manewrowym kontrolowana jest wysokość słupków, tyczek a nawet szerokość namalowanych linii. Moim zdaniem kontrole winny być przeprowadzane, co najmniej raz w roku. Jest to dla nas forma reżimu by działać i szkolić zgodnie z przepisami.
Jak się okazuje nawet najbardziej dokładną kontrolę można obejść. Wystarczy zapisać w dokumentach pozytywnie zweryfikowany plac manewrowy a przeprowadzać zajęcia z kursantami na całkiem innym. Co prawda znajdującym się bliżej od siedziby OŚK, ale kompletnie nie spełniającym żadnych wymogów. Takie zabiegi stosuje jedna z pionkowskich szkół nauki jazdy, która korzysta z placu przy dawnej „Skórze” (przy drodze na Sokoły). Dodajmy placu, który może służyć do różnych celów, ale absolutnie nie powinno się na nim oficjalnie uczyć jeździć.
Wypadek rzecz normalna
-
Wypadki z udziałem nauki jazdy to rzecz normalna i nie rozumiem tego
zamieszania w mediach. Przeważnie jednak jest tak, że to nasze samochody są
uderzane. Jeździmy bardzo ostrożnie, bo przecież każdemu z nas zależy by
chronić swoje narzędzie pracy, w tym wypadku auto. Jeżeli już dochodzi do
wypadku jest to całkowity przypadek. Instruktor jest przecież obecny z boku i
stara się, aby kursant bezpiecznie wrócił do domu. Ciężko jest przewidzieć, co
zrobi siedzący obok mnie kursant. Pomimo tego, że ma godzinę czy 10 godzin
„wyjeżdżonych”. Na drogach jest ciasno. Mamy za dużo samochodów i wąskie ulice – przekonuje szef OŚK „L – Max”.
- Instruktor decyduje czy w niesprzyjających warunkach pogodowych mogą się odbyć zajęcia. To do niego powinna należeć ostateczna decyzja. Pamiętajmy jednak, że osoby dostające prawo jazdy powinno sobie radzić w każdych warunkach. Powinniśmy uczyć jazdy bez względu na śnieg, lód czy mgłę. Każdego kursanta traktujemy indywidualnie. Jeśli jest to początkująca osoba a warunki są naprawdę złe, wówczas odpuszczamy sobie jazdy – dodaje Janusz Łuba prowadzący szkołę „Auto – Takt”
Nieobliczalni kursanci
Jak słusznie
podkreślają prowadzący OŚK niemożliwością jest przewidzieć co w danej chwili
zrobi kursant. Do wypadku dochodzi w ułamku sekundy. Chociaż instruktor jest
obecny obok i czuwa nad przebiegiem
jazdy, praktycznie nie ma możliwości by
skutecznie zainterweniować. Przykładem niech będzie anegdota zasłyszana w
jednym z OŚK. Podczas jazdy na terenie Radomia kursantka otrzymała dyspozycję
by jechać za autobusem miejskim. W momencie, w którym autobus zjechał na
przystanek, kobieta …wjechała do zatoczki za nim i zaparkowała tam samochód.
Granice odpowiedzialności
W przypadku zdarzenie z udziałem samochodu nauki jazdy problemu nie ma, jeżeli chodzi o odpowiedzialność cywilną. Auta są przecież ubezpieczone. Mają wykupione NW, AC, OC. Całkiem odmienna jest sprawa odpowiedzialności karnej. Kodeks drogowy wyróżnia dwa pojęcia. Kierujący, czyli osoba, która kieruje pojazdem. Kierowca, osoba uprawniona do kierowania pojazdem silnikowym.
- Wiadomo, że za kursanta w każdym wypadku odpowiada instruktor. Kursant przecież dopiero się uczy i nie ma uprawnień do kierowania – mówi Andrzej Maciejewski.
Co prawda kursant jeździ pod nadzorem, ale czy to oznacza, że nie może ponosić odpowiedzialności? W każdym indywidualnym wypadku o wymiarze kary decyduje przecież niezawisły sąd.
- Miałem wypadek z kursantem. Na całe szczęście nie było ofiar w ludziach a jedynie dwa rozbite samochody. Wziąłem wówczas całą odpowiedzialność na siebie. Pracujemy przecież w małym miasteczku, gdzie jedna osoba drugiej przekazuje na ucho wszystkie wiadomości. Gdybym obciążył kosztami za ten wypadek kursanta, momentalnie po Pionkach rozeszłaby się taka informacja. Wówczas normalną koleją rzeczy mógłbym tracić klientów. Nie wiem jakbym zachował się w sytuacji, gdyby efektem wypadku były ofiary śmiertelne – podkreśla Adam Drelewski.
Cicha wojna
Tajemnicą poliszynela jest cicha wojna o klienta pomiędzy ośrodkami szkolenia kierowców w Pionkach. Na porządku dziennym są fałszywe donosy i skargi na szkolenie w danym ośrodku, czy zdejmowanie szyldów ze ścian budynków, w których OŚK ma swoją siedzibę. Nic to jednak przy metodach stosowanych w Kozienicach. Tam dochodzi do tak ekstremalnych działań, jak wybijanie szyb w samochodach. Jest jednak, o co walczyć. W dwudziestotysięcznym mieście działa 5 szkół nauki jazdy. Z małym wyjątkiem nie ma tutaj mowy o współpracy. Każdy z OŚK stara się przyciągnąć potencjalnego klienta w możliwie najróżniejszy sposób. Jedna ze szkół proponuje bardzo ciekawe i urozmaicone prezentacje multimedialne, które swoją mocną wyrazistością powinny trafiać do świadomości kursantów.
Tą najlepszą metodą powinna być jednak jakość usług, bo to od instruktorów w dużej mierze zależy, kto będzie jeździł po polskich drogach.
- W działalności gospodarczej, którą prowadzimy obowiązują ceny dumpingowe (ceny niepokrywające kosztów własnych – przyp. red). W niektórych przypadkach to może mieć wpływ na jakość świadczonych usług. Słyszeliśmy przecież o wypadku, którego powodem był brak odpowiednich opon w samochodzie OŚK. Moim zdaniem należałoby podwyższyć poziom kadry instruktorskiej. Wprowadzić przepis nakazujący, iż każdy instruktor winien mieć wyższe wykształcenie. Myślę, że miałoby to znaczący wpływ na poziom szkolenia – kończy Janusz Łuba z „Auto – Takt”.
Kurs nauki jazdy obejmuje:
- zajęcia teoretyczne –
godzin nie może być mniej niż 30, dla każdej z kategorii prawa jazdy zakończone
egzaminem wewnętrznym na zasadach egzaminu państwowego,
- zajęcia praktyczne – plac manewrowy i zajęcia w ruchu drogowym (w terenie i poza terenem zabudowanym); minimalna liczba godzin zajęć praktycznych – 30,
- instruktor dzieli godziny oraz ustala ich zakres odpowiednio do stwierdzonego u osoby poziomu wiedzy i umiejętności, jej predyspozycji, łatwości przyswajania poszczególnych zagadnień,
- jazdy kończą się egzaminem wewnętrznym, po jego zaliczeniu kursant otrzymuje zaświadczenie o ukończeniu kursu.
Osoba pragnąca zdać na prawo jazdy w Pionkach musi się liczyć z wydatkiem rzędu 1000 - 1200zł. Ceny te mogą ulec jednak zmianie. Ustawodawca nosi się bowiem z możliwością wprowadzenia podatku VAT od usług OŚK, co jednoznaczne byłoby z podwyższeniem cennika.









geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz