W połowie lutego z Zakładów Produkcji Specjalnej w Pionkach mogą odejść wszyscy pracownicy. Na swoim stanowisku zostanie tylko prezes. ZPS nie ma zamówień z Ministerstwa Obrony Narodowej. Ludzie obawiają się o przyszłość zakładu i swoje miejsca pracy.
Miała być nowoczesna fabryka. Są obawy o przyszłość
Na początku grudnia lotem błyskawicy rozeszła się informacja o planach budowy w Pionkach nowoczesnej fabryki Prochu. Inwestycja rzędu 50 milionów złotych ma być wynikiem porozumienia Bumaru i firmy Nitrochemie.
Tak było nieco ponad miesiąc temu. W połowie stycznia załoga Zakładów Produkcji Specjalnej, na bazie których miała powstać nowa fabryka, dowiedziała się o konieczności redukcji zatrudnienia i zwolnieniach grupowych. Słowo redukcja w tym przypadku oznacza odesłanie do domu wszystkich 142 pracowników.
Reklama
- Wraz z końcem 2011 roku skończyły nam się zamówienia wieloletnie z Ministerstwa Obrony Narodowej. Czekamy na podpisanie trzyletnich umów na produkcję nowych rodzajów amunicji. Stąd nasza decyzja. Chcemy zamrozić firmę do czerwca 2012 roku i nie ponosić kosztów stałych. Jeszcze raz powtórzę. Budowa nowej fabryki w Pionkach nie jest zagrożona. Mamy nawet obietnice ze strony MON, że w czasie budowy, nasz zakład otrzyma zamówienia na poziomie 30 milionów złotych i większym – wyjaśnia prezes pionkowskiej „zbrojeniówki”, Arkadiusz Szulecki.
Pracownicy ZPS-u nie ukrywają swoich obaw o przyszłość zakładu. Niektórzy boją się, że mogą to być przygotowania do całkowitego wygaszenia działalności. Doskonale wiedzą też, że znalezienie pracy w ogarniętych bezrobociem Pionkach graniczy z cudem.
- Jesteśmy przeciwni jakimkolwiek zwolnieniom. Wiadomość o konieczności zwolnień grupowych była dla nas zaskoczeniem. Obawiamy się o swoją przyszłość. Czy nie pojawią się pomysły lokalizacji fabryki prochu w innym miejscu lub wręcz likwidacji zakładu. Prezes Szulecki zapewniał nas, że tak nie będzie – przyznaje Mariusz Trzmielewski z zakładowej Solidarności.
Odejścia mają być dobrowolne. Powroty w połowie roku
W połowie lutego wszyscy 142 pracownicy Zakładów Produkcji Specjalnej mogą pozostać bez pracy. Taki stan ma potrwać do czerwca 2012 roku. Proces ma zostać przeprowadzony przy pomocy Programu Dobrowolnych Odejść (PDO). Regulacje prawne pozwalają powrócić do zakładu wszystkim wcześniej zatrudnionym. Trwają rozmowy na linii prezes – związki zawodowe. Związkowcy chcą maksymalnych gwarancji. Duże znaczenie maję też kwoty odpraw.
- Gdy tylko uzyskamy zamówienia, ludzie systematycznie zaczną wracać na swoje miejsca pracy. Na pewno nie wszyscy wrócą od razu. Jesteśmy po rozmowach w Ministerstwie Obrony Narodowej. Produkcja może ruszyć już w czerwcu tego roku. W porozumieniu ze związkami zawodowymi będzie wyraźny zapis mówiący o tym, że załoga zostanie wybrana spośród tych osób, które wcześniej odeszły na podstawie PDO – wyjaśnia prezes Szulecki.
Do czerwca z prawie 150-osobowej załogi może pozostać zaledwie kilka osób. Wśród nich będzie prezes i pracownicy, którzy zajmą się pilnowaniem majątku i nadzorem nad procesami technologicznymi.
Zdania są podzielone. Związkowcy chcą gwarancji
Ponad połowa osób zatrudnionych w Zakładach Produkcji Specjalnej w Pionkach należy do związków zawodowych. Związkowcy pytani o nastroje wśród załogi, rozkładają ręce.
- Każdy na własną odpowiedzialność podejmie decyzję. My nie będziemy nikogo namawiać do skorzystania z Programu Dobrowolnych Odejść. Zdania wśród załogi są podzielone. Będziemy starać się o możliwie jak najwięcej gwarancji powrotu do pracy, w tym udzielonych przez Bumar. Z jednej strony jest obawa, że nasza zgoda na pomysł prezesa może doprowadzić do likwidacji zakładu. Z drugiej strony pojawiają się głosy mówiące o tym, że możemy uniemożliwić ludziom wzięcie odpraw – nie kryje obaw Mariusz Trzmielewski, przewodniczący zakładowej Solidarności.
Program Dobrowolnych Odejść to nic nowego w Zakładach Produkcji Specjalnej. W sierpniu 2011 roku na tej podstawie z fabryki odeszło prawie 30 pracowników. Każdy z nich dostał odprawę w wysokości 16 tysięcy złotych. Pytani o wysokość odpraw w tym roku, prezes i związkowcy, milczą. Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że może to być kwota nawet 30 tysięcy złotych.








geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz