Zdaniem prezesa Zakładów Produkcji Specjalnej w Pionkach, konieczność zwolnień grupowych jest wynikiem braku zamówień ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej.
Wszyscy pracownicy ZPS-u już od 15 lutego mogę odejść z zakładu w ramach Programu Dobrowolnych Odejść. Jak tylko pojawią się zamówienia, ludzie będą systematycznie wracać na swoje stanowiska. Tak przynajmniej twierdzi szef pionkowskiej "zbrojeniówki". - Ta decyzja to zamrożenie zakładu do czerwca. W ten sposób będziemy mogli oszczędzić kilka milionów złotych. Nie ma zagrożenia, że ZPS upadnie. Nam potrzebne są zamówienia, żebyśmy mogli dotrwać do otwarcia nowej fabryki prochu w Pionkach - mówi prezes ZPS, Arkadiusz Szulecki.
Swoich obaw nie kryją pracownicy i członkowie związków zawodowych. Zdania są podzielone. Część osób obawia się, że ostatnie kroki mogą być przygotowaniami do podjęcia decyzji o likwidacji fabryki. - Na chwilę obecną nie zapadły jeszcze żadne decyzje. Wiem, że zdania na temat tego, czy przyjąć Program Dobrowolnych Odejść są podzielone. Jeśli się na to zgodzimy, to pod pewnymi warunkami. Będziemy żądać gwarancji ze strony Bumaru, że wszystkie osoby zatrudnione w ZPS-ie wrócą do pracy. Zasadniczą sprawą jest też wysokość odpraw. Jedyną pocieszającą informacją jest fakt, że działalność naszego zakładu ma dla państwa znaczenie strategiczne. Przecież ten proch musi być gdzieś produkowany - przyznaje Mariusz Trzmielewski z zakładowej Solidarności.
Nikt nie chciał powiedzieć nam, jakiego rzędu kwotą będą ewentualne odprawy. Nieoficjalnie mówi się o sumie ponad 30 tysięcy złotych dla jednego pracownika.
Więcej o całej sprawie we wtorek!








geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz