To nie jest zwyczajny teatr. Działają w Pionkach od 10 lat i swoimi przedstawieniami łamią stereotypy, pomagają innym.
Sprawiają, że osoby niepełnosprawne czują się potrzebne. Swoją nazwę wzięli od pomieszczeń starej pralni, gdzie mieści się tak naprawdę dusza teatru. To właśnie tam rodzą się pomysły i przygotowywane są olbrzymie lalki.
Lalkowy Teatr „Pralnia” działa przy Środowiskowym Domu Samopomocy w Pionkach. Aktorami są osoby niepełnosprawne. Na swoim koncie mają siedem przedstawień i kilkaset występów dla publiczności w regionie i całej Polsce. Pomysłodawcą, założycielem, reżyserem, scenografem i motorem napędowym teatralnej inicjatywy jest „człowiek orkiestra”, Paweł Sulima.
- Wszystko zaczęło się w 2001 roku. Szukałem wtedy pracy i trafiłem do Środowiskowego Domu Samopomocy w Pionkach, do ówczesnej dyrektor Jolanty Michajluk. Ogłoszenie mówiło o stanowisku instruktora teatralnego. Nie wiedziałem tak naprawdę o co chodzi i z kim będę pracował. Gdy okazało się, że są to osoby niepełnosprawne, miałem obawy czy sobie poradzę – opowiada Paweł Sulima, założyciel i opiekun Lalkowego Teatru „Pralnia”.
Reklama
Jak sam przyznaje pracy w teatrze nauczył się w „Klinice Lalek”, która swego czasu powstała na wydziale lalkarskim Szkoły Teatralnej we Wrocławiu.
- Razem z tym teatrem byłem na Światowej Wystawie Kultury w hiszpańskim mieście Sevilla w 1992 roku. Występowaliśmy również w Berlinie czy Pradze – dodaje Paweł.
Przygodę z Lalkowym Teatrem „Pralnia” w Pionkach rozpoczął w 2002 roku od przedstawienia „Lokomotywa marzeń”, które swoją premierę miało w Sochaczewie na spotkaniach Środowiskowych Domów Samopomocy.
Potem były „Przygody Stefka Burczymuchy” i „Wehikuł czasu”. To drugie przedstawienie było największym spektaklem od strony przygotowań technicznych. Duża liczba ogromnych lalek sprawiła, że od tego momentu zaczął się prawdziwy teatr.
Ostatnim przedstawieniem, które przygotowała „Pralnia” był powstały w 2009 roku spektakl „Czerwony kapturek”. Przygotowania do niego i próby trwały przez długie 6 miesięcy. Wcześniej były jeszcze „Królewna śnieżka”, bardzo popularne „Abecadło odnalezione” oraz „Kopciuszek”.
W sumie przez dziesięć lat daje to siedem przedstawień i prawie sto występów na scenach całej Polski. Występowali na Ogólnopolskich Spotkaniach Lalkarzy w Puławach, grali w plenerze przed Szkołą Teatralną we Wrocławiu. Systematycznie dają pokazy dla dzieci i młodzieży z pionkowskich szkół. „Pralnia” daje średnio dziesięć przedstawień w sezonie letnim. Najczęściej grają w plenerze, gdzie najlepiej odbiera się takie duże widowiska.
- Piękne jest to, że w ten sposób możemy pomagać ludziom. Przez aktywność na zajęciach czują się potrzebni. Łamiemy stereotypy, że osoby niepełnosprawne nie potrafią nic dać od siebie. Nasze przedstawienia są również elementem arteterapii, czyli leczenia przez sztukę – dodaje założyciel lalkowego teatru z Pionek.
Osoby niepełnosprawne nie ograniczają się tylko do odgrywania swoich ról na scenie. Biorą aktywny udział w przygotowywaniu scenografii i olbrzymich lalek. Interesują się tematem sztuki, biorą udział w poszukiwaniu tematów.
Wykonywanie jednej lalki czy sporych rozmiarów rekwizytu zajmuje kilka dobrych godzin. Tworzywem jest styropian oklejany i wzmacniany papierem. Następnie cała konstrukcja jest malowana. Pomocą służy zawsze Małgorzata Wróblewska.
Ktoś zapyta skąd wzięła się nazwa? To bardzo proste. - Nazwa naszego teatru powstała w 2004 roku i pochodzi od miejsca, w którym przygotowujemy nasze rekwizyty. Jest to pomieszczenie starej pralni znajdującej się w siedzibie Środowiskowego Domu Samopomocy przy ulicy Jordanowskiej – mówi Paweł Sulima.
Lalkowy Teatr „Pralnia” to nie tylko reżyser i pomysłodawca Paweł Sulima. Bezcenna jest praca zespołu zajmującego się opieką pedagogiczną, który tworzą Agnieszka Wołos, Justyna Sąpór i Anna Kęska. Przy pracach nad scenografią pomaga Małgorzata Wróblewska. Od strony muzycznej świetnie układa się współpraca z Marcinem Alotem i chórem „Consonans” Ewy Sterczewskiej.
- Cieszę się, że trafiłem w to, co powinienem robić w życiu. Jeśli ktoś chce zarabiać pieniądze na tej pracy, to moim zdaniem pomylił chyba zawód. Ten teatr to całe moje życie – dodaje na zakończenie Paweł Sulima.








geopard.pl


Ukryj komentarze Dodaj komentarz